Dolina Kościeliska – od Kir do Schroniska na Hali Ornak

Wyjazd w Tatry odkładałam od kilku lat. Zawsze przerażały mnie widoki z gór pokazywane w telewizji : tłumy ludzi spacerujące po Krupówkach, czy stojące w kolejce do Morskiego Oka lub na Giewont. W tym roku pod koniec lipca zdecydowałam się jednak pojechać do Zakopanego, z mocnym postanowieniem, że będę unikać tłumów i trzymać mniej uczęszczanych miejsc. Wynajęłam hotel w ustronnym miejscu, z daleka od centrum, tuż przy granicy z Kościeliskiem.


Pierwsze dwa dni spędziłam na wędrówkach po Dolinie Kościeliskiej. Dolina ta należy do najsławniejszych, a co za tym idzie najbardziej zatłoczonych w Tatrach. Wybrałam ją na początek jako swoisty rekonesans. Dolina Kościeliska rozpoczyna się w miejscowości Kiry, dokąd można dojechać autobusem. Nazwa „kira” oznacza w gwarze góralskiej zakręt (rzeki lub drogi). Już na początku wędrówki trzeba postać w kolejce, aby nabyć bilet wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego (cena 5 zł).

Po wejściu do Doliny Kościeliskiej, podobnie jak do Doliny Chochołowskiej, czy Doliny Małej Łąki oczom ukazuje się smutny widok – całe połacie lasu powalone przez nawałnice, które obecnie są wycinane, a drewno wywożone z gór. Wycinka lasów powoduje, że część szlaków jest zamknięta dla ruchu turystycznego, między innymi szlak do Polany na Stołach, czy niektóre odcinki Ścieżki nad Reglami. Chcąc oderwać wzrok od tych widoków staram się patrzeć w stronę Potoku Kościeliskiego, który wartko płynie po prawej strony drogi. Po minięciu skalistego przewężenia, które nazywa się Bramą Kantaka można zajrzeć do mijanej po drodze bacówki Wyżnia Kira Miętusia, znajdującej się na Szlaku Oscypkowym.

Na szczęście po przebyciu kilkuset metrów krajobrazy zaczynają się zmieniać. Pośrodku doliny znajduje się Polana Starych Kościelisk. Można zatrzymać się przy Zbójnickiej Kapliczce, pokrytej gontem, która co prawda nazywa się „zbójnicką”, ale z prawdziwymi zbójnikami nie miała nic wspólnego. Wybudowana została przez górników wydobywających rudy żelaza i srebro, bowiem Dolina Kościeliska ma wielowiekowe tradycje górnicze i hutnicze, o czym przypomina pamiątkowa tablica.

Po minięciu kolejnego zwężenia w dolinie zwanego Bramą Kraszewskiego dotarłam do szlaku, który prowadził do Jaskini Mroźnej. Postanowiłam ją zobaczyć, tym bardziej, ze niewiele osób decydowało się zboczyć z głównego szlaku. Do jaskini wykupuje się dodatkowy bilet (4 zł) i nie ma żadnych zniżek. Jaskinię zwiedza się samodzielnie bez przewodnika, chociaż jest informacja, że trzeba zaczekać na przewodnika. Opieka przewodnika ogranicza się do otwarcia drzwi i wpuszczenia pojedynczo osób wchodzących, aby w środku nie było tłoku. Na zwiedzanie jaskini wraz z dojściem i zejściem (innym szlakiem) trzeba przeznaczyć około dwóch godzin.

Jaskinia Mroźna ma niewiele ponad pół kilometra długości. Przed wejściem należy się ubrać, bowiem w środku jest chłodno i bardzo wilgotno. Należy mieć też dobre buty, aczkolwiek widziałam osoby w japonkach i balerinkach, brodzące bo błocie i ślizgające się po mokrych kamieniach. Przy chodzeniu trzeba uważać nie tylko na mokre i śliskie podłoże, ale także na niskie stropy w kilku miejscach. Jaskinia jest oświetlona na całej swej długości, niestety niezbyt estetycznie poprowadzona instalacja elektryczna, psuje ładne widoki.

W jaskini znajdują się korytarze i komory powstałe na skutek zjawisk krasowych (procesów rozpuszczania skał przez wody powierzchniowe i podziemne). W wyniku tych zjawisk powstały w jaskini stalagmity (nacieki na dnie jaskiń narastające ku górze).

Po wyjściu z Jaskini Mroźnej i zejściu na dół dochodzi się do Polany Pisanej. Tylko dotąd mogą dojeżdżać dorożki. Z tego miejsca widać białe ściany Organów ze zbójnickimi oknami, które podobno były schroniskiem zbójników z legendarnym Janosikiem na czele. Z daleka można podziwiać nagie turnie wystające ponad granicę lasu.

Wąwóz Kraków to jedno z moich ulubionych w całych Tatrach i jedno z najładniejszych miejsc w Dolinie Kościeliskiej. W części udostępnionej turystycznie wąwóz jest kręty, wąski, głęboko wcięty w otaczające skały i niezbyt długi. Nad wąwozem wiszą skały porośnięte mchem, z góry kapie woda, a wysoko nad głową rośnie pierwotny las. Po przejściu kilkudziesięciu metrów znajduje się drabinka, którą można wspiąć się do niewielkiego tunelu jaskiniowego – Smoczej Jamy. Postanowiłam wybrać się na przechadzkę tą trasą, aby później wrócić na Polanę Pisaną.

Szlak prowadzący do Wąwozu Kraków nie jest odwiedzany przez turystów. Na całej drodze spotkałam tylko trzy osoby, z tego jedna zdecydowała się kontynuować wędrówkę przez Smoczą Jamę do Polany Pisanej. Młody chłopak minął mnie tuż przed drabinką prowadzącą na górę i na drodze zostałam zupełnie sama. Pod górę wiedzie szlak jednokierunkowy, więc należy rozważyć, czy jesteśmy w stanie taki szlak pokonać do końca, bo odwrotu nie ma. Ponieważ pogoda była sprzyjająca – nie padał deszcz, a słyszalne w oddali odgłosy burzy zdawały się oddalać postanowiłam wspiąć się po drabince i przemaszerować „łatwym turystycznie” szlakiem, jak mi się wtedy wydawało.

Początek drogi był trudny, ale było sucho, więc powoli wspinałam się pod górę. Problemy rozpoczęły się dopiero w korytarzu jaskiniowym. Ponieważ w Tatrach od ponad trzech tygodni codziennie po południu przechodziły burze i obficie padało, w wielu miejscach szlaki były mokre i błotniste, a skały mokre. Takim miejscem właśnie okazała się Smocza Jama. Szłam lewą stroną mocno trzymając się zamontowanego łańcucha, aż dotarłam do miejsca, gdzie nie mogłam zrobić kroku do przodu. W zasadzie to robiłam dwa lub trzy kroki, po czym osuwałam się po mokrych, ubłoconych kamieniach i byłam w punkcie wyjścia – stałam, a właściwie wisiałam na niewielkim kawałku wysuniętej skały i z całej siły trzymałam się łańcucha, przerzucając na niego cały ciężar ciała. Po kilku próbach podejścia uznałam, że nie dam rady. Dodatkowo wspinaczkę utrudniał mi dość ciężki plecak, w którym miałam aparat fotograficzny i napoje, a który z każdą minutą wędrówki zaczynał ciążyć mi coraz bardziej i stał się prawdziwym balastem. Musiałam więc szybko znaleźć alternatywne rozwiązanie. Zaczęłam rozważać wycofanie się tą samą drogą, którą przyszłam, ale stwierdziłam, że nie dam rady utrzymać się na śliskiej powierzchni, a próba zejścia może zakończyć się zjazdem w dół, więc szybko zrezygnowałam z tego pomysłu. Zapomniałam dodać, że w tunelu jaskiniowym panowała zupełna ciemność. Chciałam sobie oświetlić drogę, aby rozpoznać trasę, jednakże z uwagi na fakt, że musiałam trzymać się rękami i nogami drogi, okazało się to niemożliwe. Dalszą „walkę” musiałam więc odbyć w absolutnych ciemnościach. Puściłam się łańcucha (czego nigdy wcześniej nie robiłam, bowiem przyjęłam taką zasadę, że w górach na najtrudniejszych przejściach zawsze przynajmniej jedną ręką trzymam się zabezpieczenia), przesunęłam się w prawo bliżej środka tunelu i powoli po omacku badając skały zaczęłam kierować się pod górę. Po jakimś czasie było już lepiej, bowiem dotarłam do miejsca, gdzie z wylotu jaskini wpadało światło. Powróciłam więc na pierwotną dróżkę przy łańcuchu i trzymając się go z całych sił podciągnęłam się do góry i wydostałam z jaskini. Dopiero przy wyjściu zobaczyłam, że obok jaskini znajduje się inne podejście, którego nie zauważyłam wchodząc. Tam też znajdują się łańcuchy i klamry, ale trasa prowadzi na zewnątrz jaskini, więc łatwiej podejść i nie trzeba dodatkowo walczyć z ciemnościami. Po wyjściu oceniłam straty: miałam otarte dłonie, w niektórych miejscach dość mocno pozdzierany naskórek (ale krew się nie polała), za to z czoła pot spływał strumieniami, kilka siniaków, no i oczywiście od stóp do głowy byłam umazana błotem. Konieczne było mycie i pranie ubrania w potoku. Smocza jama strasznie mnie sponiewierała, ale też dużo nauczyła. Opowiadając o mojej wyprawie spotkanemu góralowi padły słowa „to po co tam szła?” i moja odpowiedź: „gdyby wiedziała, że będzie tak trudno, to by nie poszła”. Po prostu pewnych sytuacji nie da się przewidzieć.

Schodząc do Doliny Kościeliskiej cały czas myślałam o tym co mi się przydarzyło. Postanowiłam, że na następną wycieczkę górską, niezależnie od pory roku zabiorę rękawiczki (takie bez palców) i kupię sobie latarkę na gumce, którą zamocuję na głowie. Jednak moje myśli krążyły przede wszystkim wokół trudnych sytuacji i wypadków w górach, o których głośno było w mediach, a przede wszystkim ostatniego tragicznego wypadku polskich wspinaczy na Broad Peak. Przez media przetoczyła się wielka dyskusja na temat pomocy dla słabszych uczestników wyprawy i wielka krytyka tych którzy tej pomocy nie udzielili, a dzięki temu być może przeżyli. Przyznam, że momentami miałam wahania jeśli chodzi o ocenę tej sytuacji, ale po mojej przygodzie, pozbyłam się wszelkich wątpliwości.

Uważam, że każdy dorosły człowiek samodzielnie podejmuje decyzje dotyczące wspinaczki, gdyż tylko on jest w stanie ocenić czy jest w stanie pokonać trasę. Czy da rady wejść i później jeszcze zejść. Trzeba pamiętać, że w wysokich górach zejścia są często trudniejsze od wejść i trzeba na nie poświęcić tyle samo, a nieraz więcej czasu. Poza tym na pewno trzeba zachować ostrożność i czujność większą niż podczas wejścia. Wielką sztuką jest podjęcie decyzji o rezygnacji ze zdobycia szczytu, jeśli znajdujemy się tuż pod samym wierzchołkiem. Taką decyzją należy podjąć zawsze, gdy w głowie choć przez sekundę przemknie myśl, że nie da się rady. Z kolei jeśli zdecydujemy się iść w górę nie powinniśmy oczekiwać pomocy od innych uczestników wyprawy, gdyż udzielenie takiej pomocy w ekstremalnie trudnych warunkach (niska temperatura i ciśnienie) jest najczęściej niemożliwe. Trzeba też pamiętać, że naraża się osobę niosącą pomoc na śmiertelne niebezpieczeństwo, więc z uwagi chociażby na innego człowieka nie powinniśmy ryzykować. Oczywiście po drodze może wydarzyć się coś nieprzewidywalnego, czy możemy ulec wypadkowi, ale to już inna sytuacja.

Niedaleko Pisanej Skały znajduje się szlak prowadzący do dwóch kolejnych jaskiń w Dolinie Kościeliskiej: Mylnej i Raptawickiej. O ile dojście do Jaskini Mylnej nie jest zbyt skomplikowane, o tyle dotarcie do Jaskini Raptawickiej wymaga trudnej, ale na szczęście niezbyt długiej wspinaczki. Koniecznie trzeba mieć dobre buty, bo ostatni odcinek pokonuje się podtrzymując zamontowanych przy podejściu łańcuchów, a zejście na dno jaskini odbywa się po drabince. W środku jaskinie nie są oświetlone, więc koniecznie należy mieć ze sobą latarkę.

Nazwa Jaskini Mylnej pochodzi od sieci mylnych korytarzy, które w sumie mają ponad kilometr długości. W korytarzach tych bardzo łatwo zabłądzić, więc lepiej nie wyprawiać się zbyt daleko. Przy wejściu znajduje się mała komora, od której odchodzą liczne korytarze. Skały otaczające jaskinie mają otwory, które nazwane zostały „oknami Pawlikowskiego”, od nazwiska pierwszego badacza jaskini. Z okien tych rozciąga się wspaniały widok na dolinę i szczyt Bystrej.

W sąsiedztwie Jaskini Mylnej znajduje się Jaskinia Raptawicka. Po żelaznej drabince schodzi się na dno rozległej groty. Prowadzi od niej kilka korytarzy, które można samodzielnie zwiedzać.

U wylotu Doliny Smytniej stoi żelazny Krzyż Wincentego Pola. Jest to pamiątka przemysłowych dziejów Tatr z czasów króla Zygmunta Starego. Pochodzi ze starego młyna do mielenia rudy srebra. Na ramionach krzyża widnieją wyryte słowa Świętego Pawła „I nic nad Boga”. Pod krzyżem kiedyś znajdowała się mogiła młynarza (dzisiaj niewidoczna) lub jak głosi inna legenda – woźnicy, którego wóz wywrócił się w tym miejscu, a głaz przewożony na wozie spadł i zabił kierującego.

Dolina Kościeliska kończy się przy Schronisku PTTK na Hali Ornak. Schronisko nosi imię Walerego Goetla. Jego budową kierował, a później pierwszym kierownikiem był Stanisław Marusarz, wicemistrz świata w skokach narciarskich. Za schroniskiem rozpoczyna się szlak turystyczny, którym można przez Iwaniacką Przełęcz dojść na wierzchołek Ornaku, a dalej do Doliny Chochołowskiej. Postanowiłam w tym miejscu zawrócić i udać się do położonego nieco na uboczu Smreczyńskiego Stawu.

Droga do Smreczyńskiego Stawu prowadzi przez tatrzańskie młaki, czyli łąki i trzęsawiska torfowiskowe, na których następuje powierzchniowy wypływ wód podziemnych. Młaki pojawiają się z reguły na terenach płaskich lub słabo nachylonych, gdzie następuje zatamowanie swobodnego odpływu wody na powierzchni. Występowanie terenów torfowiskowych na wysokości ponad 1200 metrów było dla mnie pewną niespodzianką.

Z uwagi na dużą ilość wilgoci w podłożu w okolicach stawu można zauważyć wysyp różnych gatunków grzybów. Ponieważ uwielbiam zbierać grzyby, postanowiłam poświęcić trochę czasu i z aparatem fotograficznym wybrałam się na „grzybobranie”.

Wreszcie po długiej wędrówce dotarłam do ostatniego celu wędrówki – Smreczyńskiego Stawu. Jest to niezbyt głębokie (do 5 metrów głębokości) jezioro polodowcowe. W odróżnieniu od innych stawów występujących w Tatrach jest on otoczony, nie stromymi skałami, tylko lasem. Nad stawem warto posiedzieć kilka minut, aby odpocząć i przy okazji popatrzeć na okoliczne szczyty, w tym najwyższy szczyt Tatr Zachodnich – Bystrą, leżącą po słowackiej stronie.

5 Komentarze

  1. Prześliczne zdjęcia. Też staram się jechać w Tatry poza sezonem. Przerażają mnie te tłumy. Też byłam w Kościeliskiej pod koniec kwietnia zeszłego roku. Śniegu było jeszcze po pas. W jaskini jeszcze nie miałam szczęścia być. Pozdrawiam serdecznie.

  2. O widzę że udało się Pani byc w tych jaskiniach i w Wąwozie Kraków. Super. Ja tylko byłam na Hali Ornak. Dolina Kościeliska jest przepiękna, bardzo urokliwa. Kiedyś muszę się wybrać na Ornak, bo tam nie byłam. Super się czyta Pani bloga. Również gratuluje wytrwałości.

    • Wąwóz Kraków to moje ulubione miejsce w Dolinie Kościeliskiej. Za każdym razem jak tam jestem zaglądam do niego.

  3. Wiesz..z butami to się spotyka naprawdę oryginały. Sami widzieliśmy jak nad staw szli ludzie w…japonkach. Uważam, że jeżeli ktoś chodzi tylko amatorsko to nie ma potrzeby kupować drogich profesjonalnych butów;ale bez przesady-trapery nie kosztują fortuny ;-).
    dodatkowo-wygodne dresy, luźna koszulka i-może to zabrzmi dziwnie-zwykłe gumowane rękawiczki ogrodnicze. Nie wyglądały może zbyt profesjonalnie ale na Czerwonych Wierchach i w drodze na Zmarzły Staw Gąsienicowy były bardzo pomocne ;-).

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.