Żółtym szlakiem z Gubałówki przez Dzianisz do Chochołowa

Po dwudniowej wędrówce po Dolinie Kościeliskiej musiałam trochę odpocząć i doprowadzić do porządku poobcierane i nadwyrężone nogi, spacerując po płaskiej powierzchni. Zastanawiałam się, w którym kierunku się udać. Ponieważ mieszkałam tuż przy granicy z Kościeliskiem postanowiłam skierować się przez tę miejscowość na pobliską Gubałówkę. Dzień był słoneczny, szłam powoli szlakiem papieskim, podziwiając piękne górskie widoki i po krótkiej wędrówce dotarłam do wyciągu krzesełkowego na Szymoszkową. Miałam zamiar wejść na Gubałówkę na własnych nogach, jednakże puste krzesełka wyciągu były tak zachęcające, że uległam pokusie i kupiłam bilet w jedną stronę, aby wjechać na górę.


Szlakiem papieskim udałam się w kierunku Gubałówki, gdzie po drodze mogłam podziwiać piękne widoki na Tatry.

Po drodze odwiedziłam kaplicę Matki Bożej Różańcowej. Została ona ufundowana przez Mariannę i Władysława Bachleda – Księdzularz, jako akt wdzięczności za ocalenie życia w czasie drugiej wojny światowej.

Po niezbyt długiej wędrówce dotarłam do Gubałówki. Przy budynku restauracji stoi brązowa rzeźba Polonia Restituta przedstawiająca postać Polonii, na dłoni której przysiadł orzeł. Rzeźbę tę wystawiono w 1937 roku na światowej wystawie w Paryżu. W pobliżu znajduje się także żelazny krzyż odlany w Kuźnicach i ustawiony przez Tytusa Chałubińskiego jako wotum dziękczynne

.
W końcu doszłam do końca drogi i miałam zamiar dalej podążyć w stronę Harendy. Jednak patrząc na napływające z dołu tłumy zmieniłam zdanie i postanowiłam zawrócić. Znowu minęłam Szymoszkową, Butorowy Wierch i wszelkie „atrakcje” Gubałówki: liczne sklepiki, stragany z pamiątkami, restauracje, bary, kafejki, dorożki, koniki gotowe w każdej chwili do przejażdżki ustawione według wzrostu, ścianę wspinaczkową, trasę dla quadów, „fotografów” oferujących zrobienie zdjęcia w „góralskim klimacie” itd., itp. … uff ….

Od nadmiaru „atrakcji”, aż zakręciło mi się w głowie i z ulgą spojrzałam na znak, który wskazywał żółty szlak prowadzący do Chochołowa. Czas wędrówki 3 godziny 15 minut. Bez namysłu wyruszyłam tą trasą. Trasa w większości prowadzi przez niewielką miejscowość, o dosyć oryginalnej nazwie Dzianisz. Jej nazwa pochodzi od wołoskiego zwrotu Dzea-nysz, czyli rzeka w dolinie. Początkowo droga nie jest łatwa ze względu na dość duży ruch samochodowy (w tym przejeżdżające tiry), jednakże po minięciu skrzyżowania za wsią Słodyczki ruch staje się mniejszy, a po kilku kilometrach wędrówki, wręcz sporadyczny.

W Dzianiszu natrafiłam na tablice informujące o historii miejscowości, najważniejszych zabytkach i miejscach godnych zobaczenia. Znajdowały się one przy miejscowym kościółku i na przystanku autobusowym. Świetny pomysł, godny naśladowania – cała wiedza w pigułce o miejscowości dostępna dla przypadkowego przechodnia.
W miejscowości można zobaczyć, stare drewniane dzwonnice, które bardzo rzadko występują w krajobrazie podhalańskich wsi. Dawniej dzwonnice wzywały mieszkańców na modlitwę i ostrzegały przed niebezpieczeństwem, w tym głównie pożarami. W Dzianiszu zachowały się trzy. Pierwszą spotkałam przy głównej drodze, prowadzącej do Chochołowa.



Drugą wypatrzyłam w niewielkiej odległości od drogi. Niestety znajduje się ona w fatalnym stanie technicznym i jeśli nie przejdzie gruntownej konserwacji wkrótce zniknie z krajobrazu miejscowości. Od starszego Pana, mieszkańca Dzianisza, z którym miałam okazję porozmawiać dowiedziałam się, że są gromadzone środki i robione przymiarki do naprawy zabytku. Dowiedziałam się też że wcześniej dzwonnica zlokalizowana była w innym miejscu, a później została przesunięta tam, gdzie znajduje się obecnie.


Trzecia dzwonnica znajdowała się najdalej od głównej drogi, ale na szczęście była z niej widoczna, więc można było podejść i ja zobaczyć. Co prawda samo podejście do niej jest utrudnione, bo znajduje się na prywatnym, ogrodzonym terenie.


Po minięciu pierwszej dzwonnicy nadeszła burza, z wielkimi piorunami. Chcąc nie chcąc musiałam gdzieś znaleźć schronienie. Początkowo przycupnęłam na przystanku autobusowym, tuż obok dzwonnicy, a później weszłam do miejscowego kościoła.
Kościół Parafialny w Dzianiszu pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej zbudowano w latach 1932 – 1937, w wyniku rozbudowy wcześniej istniejącej kaplicy. Przy kościele w 1949 roku powstała parafia, a jej pierwszym proboszczem był Ksiądz Kanonik Albin Marszałek.







Grób Księdza Kanonika Albina Marszałka, pierwszego proboszcza parafii znalazłam na miejscowym cmentarzu.

Podczas wędrówki zauroczona byłam mijanymi kapliczkami, figurami i przydrożnymi krzyżami. Kapliczki znajdują się zarówno przy drodze jak i na prywatnych posesjach. Wśród nich znajduje się kamienna figura Świętej Barbary z 1722 roku ufundowana przez Barbarę i Józefa Wojnarowskich.









Na tablicy informacyjnej umieszczonej na przystanku autobusowym zamieszczono taki oto opis okolicy: „Charakterystycznym elementem krajobrazu są do dziś pasące się na zboczach krowy, owce i kopki siana”.

Rozglądam się wokół i wszystko się zgadza.

Krów jest dużo – czerwone lub biało – czerwone (a może czerwono-białe) pasły się spokojnie na pastwiskach z ciekawością podnosząc głowy i przyglądając mi się uważnie.

Owce też odnalazłam bez problemu.

Gorzej było z kopkami siana, ale i te po krótkich poszukiwaniach się znalazły.

Należałoby by jeszcze dodać, że w Dzianiszu można zobaczyć wypoczywające koty.

Szczekające w obejściach psy.

Koty udające psy.

Stare budynki (niektóre sięgające swą historią XIX wieku).


I przepiękne górskie krajobrazy.

No i oczywiście powinnam wspomnieć o rzeczy najważniejszej – braku tłumu turystów, a właściwie braku turystów w ogóle. Po drodze w czasie ponad czterogodzinnego spaceru nie spotkałam ani jednej wędrującej osoby – minął mnie jeden rowerzysta, a przy dzwonnicy zatrzymał się motocyklista robiący zdjęcia. Cisza i spokój.

4 Komentarze

  1. Również fajna trasa, bardzo refelskyjna. Powiem szczerze, że nie znałam jej i może kiedyś się wybiorę będąc w Zakopanem. Bardzo polubiłam Pani blog, pewnie dlatego że tak jak Pani uwielbiam podróże i wycieczki górskie.

  2. Szukam inspiracji na wypad do Zakopanego i trafiłam na tego bloga. Lubię chodzic nieoczywistymi szlakami, więc możliwe, że skorzystam z propozycji:) Dziekuję

    • Warto czasami w górach wybrać nietypowy górski szlak i do tego mało popularny. Można tam pochodzić z daleka od tłumów, a przede wszystkim porozmawiać z mieszkańcami mijanych miejscowości. Dla mnie te spotkania miały największe znaczenie. Oglądane zabytki zeszły na dalszy plan. Polecam taki spacer.

Odpowiedz na „EwaAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.